poniedziałek, 14 września 2015

Zwyklak w ZOO

Trochę się lenię w temacie drutowania. Niby wakacje były, czasu dużo, ale jakoś uciekł on w tempie ekspresowym. Ponadto, znalazłam sobie nową "miłość". Mąż nazywa to czule "strzelaniem w główki" - Counter-Strike: Global Offensive. Ma trochę błędów, ale zabawa przednia ^^ Nie sądziłam, że na stare lata polubię bieganie ze spluwą w celu, w zależności od strony, powstrzymania terrorystów przed wysadzeniem czegoś w powietrze lub wybuchnięcia czegoś wybijając przy okazji jednostkę antyterrorystyczną ^^



W ramach "wściekłego upału nie ma a i deszcz nie pada to może gdzieś się ruszę" wybrałam się do ZOO. Przyjaciółka ma karnety z pracy, pogoda wciąż ładna to grzech nie skorzystać. Skoro zabrałam aparat to pomyślałam, że sweter też obcykam - przyjemne z pożytecznym. I... prawie zapomniałam! Zdjęć swetra, Zwyklaka autorstwa Korespondentki wojennej, mam jedno. Będzie gdzieś w okolicy pingwinów ^^
Spacer zaczęłam od Parku Praskiego:


Klucze. Mogły być wszędzie - za ławką, w krzakach gdzie nikt ich nie wypatrzy, ale nie... te tak długo czekały na właściciela wisząc na tablicy informacyjnej, że aż zardzewiały.

W ZOO powitały nas ptaszyska. Na górze jest Ara Żółtoskrzydła (Ara Macao), na dole Ara Zielonoskrzydła (Ara Chloroptera)


Piórka różnych ptaszków za szybą:


Goryl. O ile się nie mylę, to "bydle" zwie się Bwana z Amsterdamu:


Nie mogło zabraknąć słoni w "piaskowej kąpieli":


Kangury:


Słodziaki, które chciały oddziobać mi palec:




Misie polarne (Ursus maritimus) miały najsmutniejsze oczy na świecie:



Żółw, ale nie pamiętam jaki to gatunek...


Zachorowałam na nią i gdyby nie fakt, że nie wyobrażam sobie urządzenia jej terra, miałabym w domu  <3 Proszę Państwa, oto Agama błotna (Physignathus cocincinus):

Byłam nieco rozczarowana, bo chciałam zobaczyć Agamę kołnierzastą (Chlamydosaurus kingii), a nie znalazłam jej w stołecznym zoo. Może dlatego, że "każdy" może mieć ją w domu. Jak psa, albo chomika. Ale brodacz, który leniwie okupował konar w terra obok, jest jeszcze bardziej "pospolitą" jaszczurą wśród hodowców, a naliczyłam sztuki dwie. No cóż...


Waran, pustynny lub stepowy. Piękny, prawda? <3


Były też rybki (hipcio odmówił współpracy):


Oraz rekin. Siedział za szybą, 14 cm miała, a i tak mnie przeraził. Za każdym razem gdy podpływał bliżej i wyszczerzał zęby w drapieżnym uśmiechu, zastanawiałam się czy mnie widzi czy tylko w jakiś sposób wyczuwa moją obecność...


Wiele zwierzaczków nie chciało współpracować. Myślę, że zajrzałam do nich tuż po porze karmienia, więc miały w głębokim poważaniu wszystkich zwiedzających, gdyż ponieważ trawiły. Jak wiadomo, nażarty drapieżnik to szczęśliwy i śpiący drapieżnik, więc posta zaczęłam pisać przed obiadem, a kończę w tej chwili (będąc po), bowiem czuję jak ogarnia mnie błogie lenistwo ^^'
Miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz