Trochę się lenię w temacie drutowania. Niby wakacje były, czasu dużo, ale jakoś uciekł on w tempie ekspresowym. Ponadto, znalazłam sobie nową "miłość". Mąż nazywa to czule "strzelaniem w główki" - Counter-Strike: Global Offensive. Ma trochę błędów, ale zabawa przednia ^^ Nie sądziłam, że na stare lata polubię bieganie ze spluwą w celu, w zależności od strony, powstrzymania terrorystów przed wysadzeniem czegoś w powietrze lub wybuchnięcia czegoś wybijając przy okazji jednostkę antyterrorystyczną ^^
W ramach "wściekłego upału nie ma a i deszcz nie pada to może gdzieś się ruszę" wybrałam się do ZOO. Przyjaciółka ma karnety z pracy, pogoda wciąż ładna to grzech nie skorzystać. Skoro zabrałam aparat to pomyślałam, że sweter też obcykam - przyjemne z pożytecznym. I... prawie zapomniałam! Zdjęć swetra, Zwyklaka autorstwa Korespondentki wojennej, mam jedno. Będzie gdzieś w okolicy pingwinów ^^
Spacer zaczęłam od Parku Praskiego:
Klucze. Mogły być wszędzie - za ławką, w krzakach gdzie nikt ich nie wypatrzy, ale nie... te tak długo czekały na właściciela wisząc na tablicy informacyjnej, że aż zardzewiały.
W ZOO powitały nas ptaszyska. Na górze jest Ara Żółtoskrzydła (Ara Macao), na dole Ara Zielonoskrzydła (Ara Chloroptera)
Piórka różnych ptaszków za szybą:
Goryl. O ile się nie mylę, to "bydle" zwie się Bwana z Amsterdamu:
Nie mogło zabraknąć słoni w "piaskowej kąpieli":
Kangury:
Słodziaki, które chciały oddziobać mi palec:
Misie polarne (Ursus maritimus) miały najsmutniejsze oczy na świecie:
Żółw, ale nie pamiętam jaki to gatunek...
Zachorowałam na nią i gdyby nie fakt, że nie wyobrażam sobie urządzenia jej terra, miałabym w domu <3 Proszę Państwa, oto Agama błotna (Physignathus cocincinus):
Byłam nieco rozczarowana, bo chciałam zobaczyć Agamę kołnierzastą (Chlamydosaurus kingii), a nie znalazłam jej w stołecznym zoo. Może dlatego, że "każdy" może mieć ją w domu. Jak psa, albo chomika. Ale brodacz, który leniwie okupował konar w terra obok, jest jeszcze bardziej "pospolitą" jaszczurą wśród hodowców, a naliczyłam sztuki dwie. No cóż...
Waran, pustynny lub stepowy. Piękny, prawda? <3
Były też rybki (hipcio odmówił współpracy):
Oraz rekin. Siedział za szybą, 14 cm miała, a i tak mnie przeraził. Za każdym razem gdy podpływał bliżej i wyszczerzał zęby w drapieżnym uśmiechu, zastanawiałam się czy mnie widzi czy tylko w jakiś sposób wyczuwa moją obecność...
Wiele zwierzaczków nie chciało współpracować. Myślę, że zajrzałam do nich tuż po porze karmienia, więc miały w głębokim poważaniu wszystkich zwiedzających, gdyż ponieważ trawiły. Jak wiadomo, nażarty drapieżnik to szczęśliwy i śpiący drapieżnik, więc posta zaczęłam pisać przed obiadem, a kończę w tej chwili (będąc po), bowiem czuję jak ogarnia mnie błogie lenistwo ^^'
Miłego dnia!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz