piątek, 18 lipca 2014

Cukierkowe zakupy

Znowu zaopatrzyłam się w Arwettę. Tym razem w innym celu...



A sweterek się dzierga. Bardzo powoli i pewnie czas zakończenia prac się nieco wydłuży z powodu nowo nabytych kolorowych cegiełek...

A po wełnianych zakupach zajrzałam do pewnej specyficznej zapiekankowni. Zapiekanki są ok, więc z przyjemnością wchłonęłam niemal całą, ale to, co miałam do picia w szklanej buteleczce to poezja! Od razu przypomniało mi się dzieciństwo. Jako kilku, a później i kilkunastolatka bywałam na wakacjach u prababci na wsi. Tam też, używając rower otrzymany na komunię, śmigałam do jedynego sklepu oddalonego o kilometr, góra dwa od domu by napić się oranżady. Babcia dawała mi kilka złotych bym mogła zanurzyć się w niezdrowym, mocno cukrowym napoju w kolorze różowym, pomarańczowym lub bezbarwnym. Buteleczka tegoż specyfiku kosztowała śmieszne gorsze, o ile dobrze pamiętam coś koło 50. Ale ileż dawało to radości... Chłodna oranżada, wypita na ławce w cieniu drzewka (najpewniej owocowego) w upalny dzień była czymś wyjątkowym i cudownie przyjemnym. I w zapiekankowni w centrum odnalazłam dzisiaj to trochę przykurzone wspomnienie słodkiego smaku dzieciństwa ^^


Zdjęcie wykonane przez towarzysza konsumpcyjnego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz