poniedziałek, 7 lipca 2014

A jednak...

Szal sprułam do zera. Dawno temu. Nie będzie Birda ani niebieskiego, ani fioletowego. Zapowiadał się nieźle, ale rozum mnie opuścił i zmieniłam nitkę. Ta druga okazała się, delikatnie mówiąc, do kitu, a po raz kolejny zaczynać mi się nie chciało.
I z tego wszystkiego zrobiła (prawie) się sukienka. Sukienka z całkiem fajnej nowości. Owa nowość (choć dla mnie prawie wszystkie włóczki są nowościami xD) zainteresowała mnie i skłoniła do nabycia w Magic Loopie 7 Arwett. W dniu zakupów liczba 7 wydawała mi się słuszna, jednak po 4 motkach czuję, że owego dnia słonko musiało mi przygrzać za mocno, bom w obliczeniach się pomyliła znacznie. Jednakże, jak to mawiają, nadzieja umiera ostatnia, więc bardzo mocno trzymam się tej blednącej wizji sukienki z 7 cegiełek.

W podróży


Muszę przyznać, że w Madrycie mają wypasiony sklep. Przybytek ten ma dwa piętra, a niemal całą powierzchnię zajmują szafki od podłogi do sufitu zawalone niemal nieopisanymi zawijaskami (sprzedawane są na kilo, a jedyna szczegółowa informacja to cena za kg i czasem skład). Dogadać się z tubylcami ciężko, gdyż angielski jest tam obsługiwany przez nielicznych, a na pytanie o skład uzyskałam odpowiedź, że to na pewno to co chcę :)


Próbki można macać do woli, a nad nimi prezentują się gotowe wyroby ^^



Przywiozłam ze sobą troszeczkę radości (z madryckiego sklepu tylko te fioletowe zawijaski)...

Kolory mają prawie jak na żywo


Pozbierałam też troszkę muszelek. Żal mnie przepełnia, gdy myślę, że było ich tam więcej i czekały na mnie, a ja nie miałam tyle czasu by wszystkie zebrać i w walizce przywieźć do domu.




A teraz uwaga - reklama. Nazare jest czaderskie. Czaderskie są na plaży muszelki, czaderskie są niepozorne fale, które 3 metry od brzegu zmoczyły mnie po siedzenie, czaderskie są widoki i czaderskie mają chusty w pobliskich sklepikach. Jedzenie jest średnio czaderskie, a ceny do czaderskości mają bardzo daleko. Koniec reklamy.

Między "piętrami" można podróżować kolejką




Uwielbiam podróżować. Zachwyca mnie w tym wszystko: widoki przez szybę pojazdu, którym przemierzam świat, zapachy regionalnych dań czy przypraw, architektura miasta, piękno zieleni, żyjątka... Do tej pory najpiękniejszym miejscem, które odwiedziłam było macedońskie Ohrid z nieziemsko pięknym jeziorem. Z takim samym zachwytem wspominam Rumunię (tylko samochodem, podróż do Rumunii samolotem to jak dzierganie królewskiej sukni ślubnej z najgorszego akrylu śmierdzącego zepsutą rybą). Mogłabym tam wracać co roku. Choć i w 2014 już w Rumunii byłam, to wciąż uwielbiam ją tak samo. To chyba jedno z miejsc, które nigdy mi się nie znudzi... Ponadto w "Dimitrie Gusti" National Village Museum w Bukareszcie poznałam miejscowego słodziaka - koteczka...!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz