Nie idzie mi ostatnio dzierganie. A może wyczerpałam już limit sukienek na ten rok...W każdym razie drugą kieckę prułam do zera już dwa razy. Wełenka, o dziwo, ma się całkiem dobrze i by nie patrzyła na mnie z wyrzutem, schowałam ją do szafki. Najwyraźniej w najbliższym czasie się nie dogadamy...
Wzięłam się za coś innego (Bluebird Lace Scarf autorstwa Kary Peterson). Jak na razie idzie jak krew z nosa. Coś czuję, że ten miesiąc będzie zupełnie niedrutowy, ani nawet nieszydełkowy. Czas w czerwcu mija mi w zawrotnym tempie, a nie potrafię robić wielu rzeczy drutując. Jak mam druty to im poświęcam większość uwagi. Jeszcze film czy serial da się obejrzeć, ale czytać? uczyć się? nie da rady i już. Czasem podczas "gotowania" zdarza mi się machnąć kilka oczek nad koszyczkiem, ale to w oczekiwaniu na ugotowanie się/upieczenie wody/ryżu/zupy/ciasta/ryby/innych-prawdopodobnie-duporosłych-dobroci*.
* niepotrzebne skreślić.
Dzisiaj odbyła się masowa produkcja dżemów truskawkowych. Udało mi się zrobić... całe trzy słoiczki. Całe szczęście, że dzień się jeszcze nie skończył i wciąż mam michę (wiadropodobną) truskawek, więc będę mogła poprawić ten wstydliwy wynik...
Dzisiaj odbyła się masowa produkcja dżemów truskawkowych. Udało mi się zrobić... całe trzy słoiczki. Całe szczęście, że dzień się jeszcze nie skończył i wciąż mam michę (wiadropodobną) truskawek, więc będę mogła poprawić ten wstydliwy wynik...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz