wtorek, 10 czerwca 2014

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie...

Nie idzie mi ostatnio dzierganie. A może wyczerpałam już limit sukienek na ten rok...W każdym razie drugą kieckę prułam do zera już dwa razy. Wełenka, o dziwo, ma się całkiem dobrze i by nie patrzyła na mnie z wyrzutem, schowałam ją do szafki. Najwyraźniej w najbliższym czasie się nie dogadamy...

Wzięłam się za coś innego (Bluebird Lace Scarf autorstwa Kary Peterson). Jak na razie idzie jak krew z nosa. Coś czuję, że ten miesiąc będzie zupełnie niedrutowy, ani nawet nieszydełkowy. Czas w czerwcu mija mi w zawrotnym tempie, a nie potrafię robić wielu rzeczy drutując. Jak mam druty to im poświęcam większość uwagi. Jeszcze film czy serial da się obejrzeć, ale czytać? uczyć się? nie da rady i już. Czasem podczas "gotowania" zdarza mi się machnąć kilka oczek nad koszyczkiem, ale to w oczekiwaniu na ugotowanie się/upieczenie wody/ryżu/zupy/ciasta/ryby/innych-prawdopodobnie-duporosłych-dobroci*. 
* niepotrzebne skreślić.

Dzisiaj odbyła się masowa produkcja dżemów truskawkowych. Udało mi się zrobić... całe trzy słoiczki. Całe szczęście, że dzień się jeszcze nie skończył i wciąż mam michę (wiadropodobną) truskawek, więc będę mogła poprawić ten wstydliwy wynik...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz